Stowarzyszenie Bochniaków
i Miłośników Ziemi Bocheńskiej

Rok założenia 1936

Czy zdjęcia mogą zmienić spojrzenie na historię? Zdecydowanie tak.
Czy obraz może opowiedzieć więcej niż słowo? Może. A na pewno – jest w stanie uzupełnić to, czego słowo nie odda.

Nie chodzi tu wyłącznie o wydarzenia wielkiej polityki, choć i takie fotografia zatrzymała w kadrze. Zdjęcia pomagały również zmienić bieg historii, choć zwykle uzupełniają jej spostrzeganie.  W fotografii chodzi o coś znacznie bardziej  ulotnego – lokalnego, osobistego, intymnego – emocje zapisane w spojrzeniach, gesty zamarłe w czasie, codzienność, która dziś wydaje się odległa, ale na zdjęciach jest wciąż żywa: wygląd miast, ubiór ludzi, ich twarze, mimikę, sposób poruszania się, relacje między osobami, których nie zna już nikt – ale których los nadal nas porusza.

To wszystko – to, co nie zostało zapisane w dokumentach, a z biegiem lat zniknęło z pamięci – fotografia potrafi ocalić. Klisza uchwyciła to, co ulotne. Zatrzymała historię historię w pewnym momencie, a my musimy to odpowiednio odczytać i zrozumieć.

Fotografia, podobnie jak pocztówka, należy do źródeł ikonograficznych – często niedocenianych przez zawodowych historyków, ale niezwykle cennych dla lokalnej pamięci. Choć przez lata uważano je za źródła drugorzędne, dziś trudno wyobrazić sobie rzetelną opowieść o przeszłości bez wizualnych świadectw epoki.

Nie sposób zrozumieć renesansu czy baroku bez malarstwa, podobnie jak nie sposób opowiedzieć o XX wieku bez zdjęć.

Obraz jako świadek historii

W przypadku okupowanej przez Niemców Polski, a szczególnie Generalnego Gubernatorstwa, zdjęcia robione przez cywilów to absolutna rzadkość. Wprawdzie Polacy mogli posiadać aparaty, jednak mogli wykonywać jedynie zdjęcia prywatne. Rejestrowanie – co zrozumiałe – życia codziennego w przestrzeni publicznej w jego różnych aspektach było zabronione, osoby przyłapane na tym musiały liczyć się z zatrzymaniem i osadzeniem w areszcie, a nawet śmiercią. Inną formą pozyskiwania zdjęć było wykonywanie w zakładach fotograficznych podwójnych odbitek, jednej dla osoby zamawiającej, drugiej na potrzeby polskiego ruchu oporu. większość zachowanych fotografii z tamtych lat została wykonana przez samych Niemców – żołnierzy Wehrmachtu, urzędników, propagandystów czy dziennikarzy „prasy okupacyjnej”.

I choć często były one narzędziem manipulacji, dziś stają się niezastąpionym źródłem wiedzy – nie tylko o wyglądzie miast, ale o atmosferze ulic, spojrzeniach przechodniów, targu na rynku czy podartych ubraniach dzieci. Mogą odkrywać nieznane i mało znane fakty. Są w stanie potwierdzić lub zaprzeczyć źródłom pisanym. Ale nigdy ich nie zastąpią. 

Jak wiele fotografii przedstawiających Bocheńszczyznę z okresu II wojny światowej mieliśmy dotąd okazję zobaczyć? Gdzie są dostępne? W zdecydowanej większości – nigdzie.
To milczenie obrazów stało się impulsem do stworzenia tej wyjątkowej wystawy:
„Bocheńszczyzna w okresie okupacji niemieckiej 1939–1945. Zdjęcia odzyskane”.
Celem wystawy było zgromadzenie, uporządkowanie i pokazanie fotografii oraz pocztówek dokumentujących wydarzenia i życie codzienne mieszkańców Bocheńszczyzny w czasie okupacji. To materiały wyjątkowe – pochodzą głównie z prywatnych zbiorów lokalnych pasjonatów historii, którzy przez lata zbierali je z myślą o przyszłych pokoleniach.

Te zdjęcia należą do nas wszystkich – do naszych dzieci i wnuków. Jeśli ich nie pokażemy, przepadną w zapomnieniu. A do tego nie możemy dopuścić.

Czy wystawa  poruszy? Czy zmieni nasze spojrzenie na przeszłość? Być może dzięki niej odkryjemy nieznane dotąd fakty. Może emocje zainspirują nas do dalszych poszukiwań. Może doczekamy się kompleksowego opracowania historii Bocheńszczyzny w czasie wojny – opracowania, które w 80. rocznicę zakończenia wojny powinno już istnieć. Niestety, nadal nie powstało.

Na koniec:

Nie pozwólmy, by historia pozostała tylko suchą opowieścią z podręczników. Spójrzmy w twarze ludzi uchwyconych na fotografiach – anonimowych, a jednak tak bliskich. Zatrzymajmy się przed wystawą na chwilę. Przenieśmy się razem w czasie.

Zachęćmy młodych – dzieci, uczniów, wnuki – by zobaczyli te obrazy. Niech będzie to ich pierwszy krok w stronę zrozumienia historii, która wydarzyła się tu, na naszych ulicach, w naszych domach.

Niech fotografie przemówią do nich własnym językiem – językiem emocji, spojrzeń i milczenia. Tego nie nauczy żaden podręcznik, ale może nauczyć jedno dobrze uchwycone ujęcie.

I jeszcze jedna uwaga i prośba:
Zgodnie z uniwersalnym wzorem: Idea + ideologia = PATOLOGIA – nie włączajmy bieżącej polityki do tej wystawy. Nie generalizujmy i nie wybielajmy oprawców i okupantów. Liczy się PRAWDA.