Pamięć i wspomnienie. Wspólne śpiewanie w Domu Bochniaków

…Widzę ją kiedy oczy zamykam
Słyszę ją kiedy cisza gra
Bo to jest taka moja muzyka
Co im ciszej tym ładniej mi gra…

Ten wieczór 22 maja br. był dla pamięci przyjaciół, uczestników naszego chóru i członków Stowarzyszenia. – Wspominaliśmy tych, których zabrał czas. – Niegdyś obecni w naszym zespole, lubili przychodzić do Domu Bochniaków, wnosząc zapał, a często talent i pomysłowość. To dzięki nim, z naszej wspólnej pracy chór rozwinął się i nieprzerwanie śpiewa już 18 lat. Niestety do dzisiaj odeszło na zawsze 12 koleżanek i kolegów. Ich obecność w chórze nie była przypadkowa. Chociaż różnych zawodów to sztuka, a szczególnie muzyka i śpiew, przeżycia artystyczne były dla nich czymś ważnym, interesującym, chociaż na ogół niespełnionym życiowo wyborem. Przeważnie aktywni w strukturach Stowarzyszenia Bochniaków mieli wpływ na realizację jego założeń.
Pamięć i szacunek w krótkim przypomnieniu ich działalności i zasług połączyliśmy z piosenkami ze zbioru tworzonego przez lata. Nasze wspomnienia uplastyczniły fotografie wybrane z bogactwa archiwalnych zdjęć. Wśród gości tego wieczoru byli również przedstawiciele rodzin.

Dorota Ciećkiewicz
Była wyjątkowa i utalentowana! Malowała. Powtarzała chętnie tematy za mistrzami. Swoje obrazy wystawiała w bocheńskiej, publicznej bibliotece. Z oddaniem i miłością prowadziła miejską ochronkę przy ulicy Sienkiewicza i niezapomniany do dzisiaj teatrzyk dziecięco-młodzieżowy.Sztuki: O dwóch takich co ukradli księżyc, Igraszki z diabłem oglądnęła cała Bochnia z okolicą! Miała talent do pozyskiwania sympatyków i darczyńców. Wieloletni członek Zarządu Głównego i prezes oddziału bocheńskiego Stowarzyszenia Bochniaków. Ożywiała działalność Stowarzyszenia. Sławne w mieście były bale karnawałowe, andrzejkowe w Domu Bochniaków. Organizowali je z pomysłowością właśnie Dorota i Stasiu Dobranowski.
Wspominane są jej inspiracje i wykonanie piosenek np. Ballada o Maryli i Adamie, Blady Nico, Pieśń włóczęgów z brodwayowskiego musicalu, Lili Marlen…

Zbigniew Maliszewski i Maria Korody-Chrzan
Byli małżeństwem. Zbyszek, inżynier. Po opuszczeniu Śląska, będąc na emeryturze zamieszkali w Nowym Wiśniczu. Chętnie nas do siebie zapraszali. Z tarasu ich domu roztacza się piękny widok na wiśnicką perłę – zamczysko Kmitów i Lubomirskich. W tym domu znajdowały przytulisko i pomoc bezdomne koty i psy. Po odkarmieniu, odstresowaniu Marysia znajdowała dla nich dobrych opiekunów. Pani Maria, po śmierci Zbigniewa, ponownie wyszła za mąż, przyjmując nazwisko Korody-Chrzan. Uzdolniona wokalnie, była przecież artystką Opery i Operetki Śląskiej. Będąc w naszym chórze, gdy zdarzyła się nieobecność p. Domańskiego lub p. Sylwii Klejdysz, zastępowała ich w funkcji kierownika chóru. Sama, przez wiele lat, prowadziła z energią chór seniora przy Domu Kultury w Bochni. Wzbogaciła nasz repertuar o wiele piosenek. Kochała folklor lwowski. Pochodziła ze Lwowa. Dla nich zaśpiewaliśmy wiązankę popularnych francuskich piosenek oraz Lwów jest jeden na świecie.

Ryszard Haber
Aktywny wieloletni członek Zarządu Głównego i Senior Stowarzyszenia. Kochał śpiewać! Uzdolniony wokalnie był współzałożycielem w latach 50. bocheńskiej grupy wokalnej Rewelersi. Może ktoś mógłby nam o tym opowiedzieć? – W tamten smutny, powojenny czas wznieśli się na wyżyny nowoczesności. Byli trendy! Rysiu pogodny z poczuciem humoru, z naszego repertuaru lubił śpiewać piosenkę Pamiętaj o tym wnuk. A śpiewał z takim zapałem, jakby sam był w tym Tobruku.

Stanisław Dobranowski
Tancerz Opery i Operetki Krakowskiej, znawca Bochni, jej historii, topografii, angażujący się w działalność Stowarzyszenia był krótko jego prezesem, a potem przez wiele lat opiekunem Domu Bochniaków z tytułem – majordoma.
On upamiętnił tablicą teatralny debiut Heleny Modrzejewskiej. A to, zdarzyło się właśnie w naszym mieście! Tablica obecnie znajduje się na ścianie budynku Galerii Bocheńskiej. Balet był jego żywiołem! U Bochniaków organizował wystawy malarstwa lokalnych twórców, wodzirej na balach. Trochę kapryśny, nieraz krytyczny, a przecież lubiany.

Janusz Wiewiórka
Geolog, znawca górnictwa solnego. Kochał śpiew, a śpiewał pięknie. Był związany z chórem ewangelickim w Krakowie. Chętnie przyjeżdżał z Wieliczki, gdzie mieszkał, na czwartkowe wówczas spotkania naszego chóru. Mocny, przystojny mężczyzna. – Liryczny w upodobaniach! Dla Janusza zabrzmiał jego ulubiony romans.

…Poeta dla nas pisze wiersz,
A drzewa stroi liść.
Kochana moja jeśli chcesz
Umówmy się na dziś.

Maria Jankowicz
Marysia krótko z nami śpiewała. Ale jak! Drugim głosem, altem. W czasie studiów na Akademii Rolniczej śpiewała ze Słowiankami. Jak wszyscy dzisiaj wspominani odeszła stanowczo za wcześnie.

Sławomir Ryncarz
Z zawodu budowlaniec, a utalentowany artysta – mistrz saksofonu. Grał cudownie. Na co dzień nie był członkiem chóru, ale z chórem, a przede wszystkim ze Stanisławem Domańskim naszym wieloletnim akompaniatorem i kierownikiem chóru współpracował muzycznie i repertuarowo. Ich duety instrumentalne na naszych koncertach były nie lada przeżyciem. – Sławek „podpowiedział” nam wiele piosenek. Przypomnieliśmy więc lubianą przez nas Góralko Halko cudny leśny mój kwiecie…

Józef Mączka
Pan mecenas, zasłużony w wieloletniej pracy w Zarządzie Głównym Stowarzyszenia. Gdy odszedł od nas 3 lata temu, chór stracił dobrego solistę. Trochę cichym, ale przyjemnym głosem śpiewał czysto bez cienia fałszu. – Dla jednej Pani! – Nie opuścił prawie żadnej próby, a przecież mieszkał daleko od rynku, bo przy ulicy Proszowskiej, skąd blisko do Raby.
Trzeba mieć to wyczucie, to minimum, ten takt
komu trzeba, komu można, komu nie, komu tak
Bowiem mądra kobieta dobrze o tym wie
komu trzeba, komu można, komu tak, komu nie.

Komu niegdyś zadedykowano ten śliczny wiersz? O kim mowa? Tak! Właśnie o pani Wandzi Liguzińskiej. Oddana Stowarzyszeniu wiele lat prowadziła sekretariat. Pisała w Wiadomościach Bocheńskich. Jej wywiady z wieloma bochniakami dziś już mają walor dokumentu. Kochała książki, była mistrzynią kulturalnej rozmowy. Dla niej Sławek zawsze grał rockową Crazy.
Na wieczorze wspomnień zabrzmiały ich ulubione Niebieska chusteczka i Na pierwszy znak.

Stanisław Kobiela
Odszedł od nas 7 czerwca ubiegłego roku. Długo jeszcze Stowarzyszenie będzie odcinać przysłowiowe kupony od tego, co zainicjował i zdziałał, a co uczyniło Stowarzyszenie Bochniaków i Miłośników Ziemi Bocheńskiej „Bene Meritus”! – Organizacją z trwałym dorobkiem, ważną w środowisku naszego miasta i powiatu.
Nasze wspomnienie zakończyliśmy refleksyjną piosenką Agnieszki Osieckiej:

Niech żyje bal, bo to życie, to bal jest nad bale
Niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale
Orkiestra gra jeszcze tańczą i drzwi są otwarte
Dzień warty jest dnia, a to życie zachodu jest warte.

Na życzenie gości ostatnią piosenką wieczoru była Barka – ulubiona pieśń św. Jana Pawła II.

tekst: Ewelina Mroczek