Profanum

Stanowisko Zarządu Głównego Stowarzyszenia Bochniaków i Miłośników Ziemi Bocheńskiej w sprawie zmiany patrona Szkoły Podstawowej w Żegocinie

       30 października 2013 r. Rada Gminy w Żegocinie uchwałą nr XXVI/196/13  wyrzuciła dotychczasowego patrona  miejscowej Szkoły Podstawowej  – “Bataliony Chłopskie”  i w miejsce niepotrzebnego patrona nadała  Szkole nowego w osobie Świętej Kingi. Czyn ten i styl w jakim to się odbyło musi szokować i zawstydzać, bo pamięć o żołnierzach Batalionów Chłopskich jest żywa w całym powiecie bocheńskim, w Małopolsce i w całym kraju. 

Bataliony Chłopskie były zbrojnym ramieniem Stronnictwa Ludowego, liczącym 160 000 zaprzysiężonych żołnierzy, którzy ofiarnie walczyli o wolną Polskę  wchodząc w struktury Polskiego Państwa Podziemnego, największej organizacji partyzanckiej w okupowanej Europie. Rodziny walczących  w  BCH żołnierzy i wieś  polska  zapłaciła  za  to  ogromną  cenę: wymordowanie  ponad 1 300 000 ludności wiejskiej i spalenie prawie 1000 wsi w Polsce. Partyzanci z oddziałów leśnych walczyli w obronie pacyfikowanej Zamojszczyzny (1942-1943), rozbili więzienia w Krasnymstawie, Radomsku, Pińczowie i Siedlcach, toczyli zaciekłe bitwy z Niemcami w lasach janowskich i Puszczy Solskiej.  25 lipca 1944 r. pod kryptonimem „Most III” w niedalekim Radłowie formacje BCH  z grupy Rocha i Armii Krajowej doprowadziły do udanego przewiezienia samolotem do Anglii głowicy i innych części rakiety V-2. To zaledwie ułamek informacji o Batalionach Chłopskich. 

Na terenie Ziemi Żegocińskiej działał aktywnie oddział  partyzancki “Odwet” pod kierownictwem Alojzego Świerkota ps.”Ryś”,  który w licznych akcjach  sabotażowo – dywersyjnych współpracował z oddziałami Obwodu ZWZ-AK “Wieloryb” Józefa Wieciecha “Tamarowa” i Andrzeja Możdżenia “Sybiraka”.  W zdecydowanej większości żołnierze BCH pozostali wierni Rządowi RP w Londynie. Po   wojnie  na  równi  z  żołnierzami  AK  byli prześladowani,   torturowani  i mordowani przez  NKWD  i oddziały Armii Czerwonej. 

Wyrzucenie z miejscowej pamięci zbiorowej organizacji zbrojnej, która walczyła o wolną Polskę świadczy o wyjątkowym braku szacunku dla naszej przeszłości. Szczególnie przykre jest to, że wymiana patrona dotyczy szkoły, a więc placówki uczącej i wychowującej dzieci, którym winniśmy wpajać uczucia miłości do Ojczyzny i poszanowania oraz pielęgnowania naszej historii i patriotycznej tradycji.

     Są bowiem t.zw. “szańce pamięci”, których przekraczać nie wolno i prawo to nie przysługuje nawet radnym z Żegociny.  Żołnierze Batalionów Chłopskich już nie żyją, albo są w wieku, w którym nie mają siły protestować.  A przecież byli zakorzenieni w tutejszym środowisku, być może nawet powiązani rodzinnie z dzisiejszymi decydentami, którzy teraz odcięli się od nich i skazali ich na zapomnienie.

Tego rodzaju cywilizacja jest obca naszej kulturze. Nie ulega wątpliwości, że to nie młodzież, rodzice, nauczyciele i duchowni za to odpowiadają, ale radni Gminy Żegocina z panem przewodniczącym Rady na czele.  To im miejscowa społeczność dała mandat zaufania, iż będą działać dla dobra Gminy, pielęgnować patriotyczną i  miejscową tradycję, troszczyć się o edukację młodego pokolenia i dbać o zachowanie najwyższych wartości, do jakich należy szacunek dla tych, którzy przelewali krew za Ojczyznę.  To do obowiązków Rady należy powstrzymywanie żywiołów, które usiłują zniszczyć te wartości.

Naszym zdaniem radni nie potrafili obronić dobrego wizerunku Gminy i nie wywiązali się z powierzonego im mandatu.

Zrobili krzywdę nie tylko pamięci partyzantów-żołnierzy BCH, ale  w jeszcze większym zakresie wyrządzili krzywdę pamięci Świętej Kingi, patronki Bochni i bocheńskiej kopalni soli. Jej święte imię zostało zredukowane do narzędzia, którym wymieciono ze Szkoły pamięć o Batalionach Chłopskich.

Nie godzi się tak postępować, bo te złe skojarzenia pozostaną na długo w pamięci wychowanków Szkoły i zawsze rodzić będą sprzężenie zwrotne z negatywnym efektem dla wizerunku Świętej, która z Żegociną nie ma nawet w legendzie żadnych związków, w przeciwieństwie do poprzedniego patrona osadzonego mocno w żegocińskiej okupacyjnej rzeczywistości.  Można było nazwać jej imieniem jakiś inny obiekt, może nawet wybudować ze składek inicjatorów jej figurę w pobliżu Szkoły, a nie deptać – tanim kosztem (?) – patriotycznej tradycji. Koszty moralne podjętej uchwały będą dużo wyższe niż się niektórym wydaje.

 Na jednym z portali internetowych ks. Zbigniew Wielgosz pisze, że najpierw odbyła się msza święta, na której pobłogosławiony został nowy sztandar szkoły namalowany przez Teresę Mrugacz z Bytomska, potem śpiewał chór szkolny, a (cytuję): Druga część uroczystości odbyła się już w szkole. Uczniowie zaprezentowali przedstawienie o św. Kindze, goście mogli obejrzeć prace plastyczne uczniów poświęcone (nowej) patronce. Tutaj też dokonano urzędowego nadania imienia św. Kingi i przekazania sztandaru. Urzędowe nadanie imienia św. Kingi szkole, to nic innego jak podjęcie uchwały Rady Gminy.

Czy ta chronologia i sekwencja wydarzeń żałośnie potwierdza, że najpierw stworzono „fakty dokonane”, a potem pod presją czasu, „majestatu” gości, a zwłaszcza  wyhaftowanego zapewne kilka miesięcy wcześniej sztandaru podejmowano stosowną uchwałę?

Takie przepychanie sprawy wskazuje jak w Żegocinie traktuje się gminną władzę samorządową.  To wyjątkowy obraz panujących tam stosunków   i zła prognoza na przyszłość, bo można przypuszczać, że każdy dostojnik (z bliska czy z daleka) może kiedyś żądać tego, na co ma ochotę, a radni nie potrafią mu się oprzeć. Czy będą więc wiarygodni w tej i w następnych kadencjach. Czy wizerunek Gminy znowu nie ucierpi? Odpowiedzi udzielą na to już w jesieni wyborcy. 

 Zdumiewające jest tłumaczenie nauczycielki pani Bożeny Banaś przedstawione na tej „pogrzebowej” uroczystości. Jeden z portali internetowych cytuje jego fragment: konieczność zmiany patrona pojawiła się kilka lat temu,  ponieważ dotychczasowy był za trudny do zrozumienia dla dzieci w wieku 6 – 13 lat. Wynika więc, że nauczyciele tej Szkoły przez kilka lat nie umieli wyjaśnić dzieciom tragedii II wojny światowej, istoty walki partyzanckiej, ofiarności i poświęcenia w walce za Ojczyznę, albo że dzieci były tak oporne na przekazywaną wiedzę, że mimo spotkań z kombatantami, pogadanek i uroczystości patriotycznych, nic do nich nie trafiło.

W tej sprawie powinno zabrać głos kuratorium i powiedzieć, co myśli o tak prowadzonej edukacji. Tego się domagamy. Bo być może w innych szkołach skala niezrozumienia Kościuszki, Dąbrowskiego, Traugutta, Armii Krajowej, Kopernika, Konopnickiej czy Reymonta,  z wyjątkiem świętych  i błogosławionych, jest podobna.
(07.01.2014 r.)

                                                                                                                                  Zarząd Główny
                                                                                                                         Stowarzyszenia Bochniaków

                                                                                                                       i Miłośników Ziemi Bocheńskiej